Zbrodnia niesłychana, rytuały przejścia, wstrętny abnegat

Będzie o autonomii słowa. Zauważyliście jak słowa wędrują i robią co chcą? Każdy by doznał wstrząsu, gdyby usłyszał, że Rejtan to abnegat, że niby podarte ubranie? Powiedział to pewien nieco spolszczony Francuz, co wiele wyjaśnia. W jego strony rodzinne słowo także przywędrowało z zamierzchłych epok, ale upodobało sobie drugą część definicji. Gdyby nie SJP, mogłoby dojść do wojny polsko-francuskiej. Z drugiej strony wystarczy zajrzeć do pana Gugla i wpisać tego abnegata, a zaraz się pokaże kolokacja ze słowem „blog” oraz „widoczność na frazę abnegat blog”. Poprawiam więc. Zbrodnia niesłychana, rytuały przejścia, abnegat blog.


 

Kto tworzy słowa?! Kto nimi zarządza? Skoro żyjemy w czasach nieustannego zarządzania wszystkim? Zarządzamy własnym stresem, kontem w banku, rodziną (jeśli się uda). My jesteśmy stale zarządzani i to jakby coraz bardziej. A tu słowa rządzą się same… Niby zwykła sprawa. A jednak… Weźmy choćby zużywanie się słów. Ono dzieje się jakoś chyłkiem, po cichu, za naszymi plecami. Orientujemy się, że się zużyły, gdy je zapomnimy, aż tu nagle ktoś się odezwie: – Ale chryja! Albo: – Serwus, stary byku! Jesteśmy gotowi uznać, że to nic takiego, zwykła ewolucja. No dobrze. Ale taka zmiana znaczenia. To co innego.  Ktoś w tym macza palce. KTO? 

Na przykład. Sprawa już ucichła, można do niej podejść bez nadmiaru emocji. W dodatku wychodzi na to, że nasze rolnictwo nie jest jednak zagrożone z powodu zakazania pewnego rytuału, mija właśnie parę tygodni i hodowla bydła jakoś nie upada. Chwała Bogu! …Bogu…?

Całkiem niedawno okazało się, że słowo rytualny jest pejoratywne. Co prawda dopiero w połączeniu ze słowem ubój, ale i tak chodzi o definicję. Dla porównania rytualny taniec uchodzi za pejoratywny tylko w pewnym kontekście. A ubój (rytualny) w każdym kontekście. Na poprzednim etapie nacisk padał na stronę formalną, czyli magiczne słowa jakie upoważniony fachowiec wypowiadał w trakcie rytuału i w definicji podkreślano ten właśnie aspekt. Na obecnym etapie kładzie się nacisk na jakość życia i śmierci, czytaj na wartości humanistyczne (których bronię w innym miejscu). Można powiedzieć, będące w opozycji do wartości religijnych. Humanizm polega, między innymi, na ludzkim podejściu do innych stworzeń, a nawet czasami do wszystkiego co inne. W tym do innych ludzi, roślin i przyrody nieożywionej. (Jak tak dalej pójdzie, upowszechni się ludzkie podejście do samego siebie). Doczekaliśmy się czasów, w których trzeba wybierać między humanizmem a wojną z islamem oraz, niestety, z religią mojżeszową. Pytanie która strona ustąpi jest chyba nie na miejscu, wobec tego okopujemy się. I krzyczymy, że chodzi o humanizm, podczas gdy przy okazji chodzi o kasę.  „Religie są ok”  o ile dotrzymują kroku wynalazkom takim jak lodówki i nie mieszają się do gospodarki.  Zasady różnych wiar powstały i się przeważnie zamroziły w epoce przedlodówkowej. Cała ta historia z ubojem rytualnym opiera się przecież na trosce o zapewnienie świeżej dostawy mięsa w gorącym klimacie. Jeśli to przeczyta święty imam, to obłoży fatwą, a jeśli rabin, to mogą nie wpuścić do Izraela. Nasi… też może niewesoło.


 

W naszym obszarze kulturowym wojna domowa na wartości toczy się w zasadzie na innym poziomie niż gospodarczy, my jesteśmy ideowi. U nas chodzi o podstawowe, te… no… definicje. Do niedawna przy słowie holokaust mieliśmy na myśli in vitro. Znaczy nie wszyscy, tylko wyznawcy. Co łączy różne obszary religijne, to wrażliwość na życie poczęte i w zasadzie tylko takie. Od lat 70. ubiegłego stulecia słowo Holokaust ma powszechnie znane znaczenie: Zagłada, Shoah. Przedtem holocaust to była ofiara całopalna, ale o tym już mało kto pamięta. Przypominanie tego teraz może być uznane za akt niepoprawności politycznej. Obecnie obserwujemy jak słowo zdobywa kolejne obszary. Widać wędrówka słów jest jak bieg rzeki, praktycznie nieodwracalna. Słowa nabierają nowych znaczeń i prawie nikt nie może tego zmienić, Wisła płynie nadal do Gdańska.

 

 

 

Gdybym miała moc wyprawiania słów na wędrówkę, to bym mediom i demonstrantom zaproponowała jakieś słowo jeszcze nie zużyte. Publiczność nie powinna się nudzić.  Na przykład, czemu nie, słowo gehenna. Również dostarcza  mnóstwa wrażeń i skojarzeń.  (Czy wasza trąbka Eustachiusza także doznaje przy tym uszczerbku? Obawiam się, że jest to tylko moja przypadłość. Muszę się poradzić fachowca od uszu lub całej głowy, coś za bardzo się czepiam kultury masowej). Wdrożenie tego czy innego słowa nie uda mi się. Nawet rozdzieranie szat tu nie pomoże. Słowa, jak już się powiedziało, wędrują i robią co chcą

 

Także moje własne słowa robią co chcą, czyli swoje. Same z nimi kłopoty. Idę smażyć konfitury.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s